niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział I

Niebo robiło się coraz ciemniejsze. Skłębione czarne chmury powoli pochłaniały cały krajobraz. Nadchodziła burza, a jej nadejście zapowiadało mnóstwo przykrych objawów. Momentalnie ciemność pochłonęła całą krainę. Zaczął padać deszcz, który po chwili przeobraził się w niesamowitą ulewę.
 Dziewczyna biegła przed siebie najszybciej, jak tylko mogła. Przebyta trasa oraz warunki pogodowe, które utrudniały poruszanie się sprawiły, że nogi powoli odmawiały jej posłuszeństwa. Jednak świadomość, że coś za nią podąża, nie pozwalała jej się zatrzymać. Wiedziała, że gdyby to zrobiła, skończyłaby podobnie, jak jej kompani. Dysząc głośno, przedzierała się przez las. Nie zwracała uwagi na ból, który wywoływały chlastające ją gałęzie drzew oraz gęsto rosnące kolczaste krzewy. Teraz najważniejszym celem było oddalenie się od "tego" przerażającego miejsca. W jej głowie ciągle tlił się widok strasznych stworzeń, atakujących jej drużynę. I ten moment... Moment, w którym straciła wszystko. Cały jej świat legł w gruzach w momencie, gdy najważniejsza osoba w jej życiu zginęła, poświęcając swoje życie, po to, by ona mogła uciec. Po jej policzkach spłynęło kilka łez, jednak siłą woli powstrzymała chwilę słabości. Nie mogła sobie teraz pozwolić na coś takiego. Musiała uciekać. Starała się wyrzucić z siebie obraz tych okropnych wydarzeń, jednak one powracały i będą powracać jeszcze przez długi czas.
 Dziewczyna nie wiedziała dokąd zmierza. Biegła na oślep i liczyła tylko na to, że ten las w końcu się skończy, że ktoś ją uratuje, że w końcu będzie bezpieczna... Powoli słabła. Z jej odsłoniętych rąk oraz twarzy spływały strużki krwi zmieszane z kroplami deszczu. Mimo to nadal biegła. Odsunęła włosy, które rozpuszczone latały na wszystkie strony i momentami zasłaniały oczy.
 Naglę coś błysnęło. Dziewczyna z przerażeniem zatrzymała się, oczekując najgorszego. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że był to tylko piorun. Paraliż zniknął, kiedy ponownie poczuła niebezpieczeństwo. Czuła, że to monstrum tak łatwo nie zrezygnuje ze swojego łupu. Strach oraz wycieńczenie sprawiały, że z wielką chęcią osunęłaby się teraz na ziemię, oczekując na swój koniec. Jednak jedna myśl nie pozwalała jej na to i mimo tego, że jej organizm dawał znać o trudach ucieczki, brnęła naprzód. Starała nie skupiać się na bólu dobywającym się z jej płuc, czy ran,  których nabawiła się podczas przeprawy przez las. Myśl o poświęceniu swego życia przez osobę najbliższą jej sercu. Tak więc biegła dalej, a właściwie już truchtała, wydobywając z siebie resztki sił.
 Desz nie ustawał, przez co teren zrobił się grząski, co wymagało dodatkowego wysiłku. Obróciło się to jednak na korzyść dziewczyny, ponieważ wzrastające zmęczenie obniżyło strach i sprawiło, że zaczęła się teraz rozglądać za jakimś schronieniem. Jednak poszukiwania kryjówki utrudniły wszechobecne drzewa, a także warunki pogodowe, które ograniczały widoczność. Po przejściu kilkuset metrów zobaczyła, że na prawo od miejsca, w którym się znajduje widnieje wielkie pasmo górskie. Postanowiła skierować się w jego stronę z nadzieją na odnalezienie jakiegoś miejsca, w którym mogłaby odpocząć. Po kilkunastu, a może nawet i kilkudziesięciu minutach odnalazła jaskinie. Chwilę potem znajdowała się już przed nią. Poczuła zimny powiew na swej zmęczonej twarzy. Odwróciła się w stronę lasu, lecz nie ujrzała nic niepokojącego. Mimo to poczuła się osaczona. Z jednej strony znajdował się ogromny las, do którego bała się wrócić, zaś z drugiej tajemnicza i ciemna jaskinia, zapewne wypełniona różnego rodzaju niebezpieczeństwami. Pomoc w podjęciu decyzji przyniósł jej odgłos łamanej gałęzi. To wystarczyło, by natychmiast znaleźć się w jaskini.
 Grota była dość szeroka i (jak się można było spodziewać) było w niej strasznie chłodno, toteż dziewczyna ukryła dłonie w rękawach swojej kurtki i objęła się ramionami. Stała przez chwilę w bezruchu. Nie miała sił, by iść dalej, jednak ciekawość sprawiła, że postanowiła dowiedzieć się, co kryje się w tych tajemniczych ciemnościach. Dopiero teraz Lauren w pełni uświadomiła sobie, jak okropnie musi wyglądać: po jej poranionych rękach nadal płynęły strużki krwi, w jej włosach znajdowała się pajęczyna, a jej ubranie było całkowicie przemoczone. Jednak nie było czasu na użalanie się nad sobą, więc na nowo skupiła się na jaskini. Bardzo ostrożnie dotknęła wilgotnej ściany i zaczęła powoli kroczyć przed siebie, aż dotarła do miejsca, gdzie jaskinia odbiegała lekko w lewą stronę. W tej chwili poczuła jakiś znajomy zapach... Woń ta przypominała palone drewno. Lauren postanowiła sprawdzić skąd dochodzi. Niepewnie stawiała kolejne kroki, aż w końcu szczęście przestało jej sprzyjać. Potknęła się o wystający z ziemi kamień i runęła na twarde podłoże. Szybko wstała i przywarła plecami do zimnej ściany, z nadzieją, że uszło to uszom czegoś, lub kogoś, co bez wątpienia znajduje się w jaskini. Była teraz zwrócona twarzą w kierunku głębi jaskini. Słyszała bicie własnego serca. Odwróciła się i stłumiła w sobie krzyk. Za jej plecami znajdowała się ciemna postać. Dziewczyna nie wiedziała skąd ta istota się tu wzięła, ale nie to było tutaj istotne. Postać podeszła bliżej do dziewczyny, którą sparaliżował strach. Dopiero po chwili zauważyła, że jest to człowiek.  Miała wrażenie, że wzrok płata jej figle, jednak nic na to nie wskazywało. Z budowy ciała i postawy nieznajomego wywnioskowała, że to mężczyzna. Nie wiedziała jak ma zareagować,czy powinna się cieszyć, że kogoś spotkała, czy może przed nim również uciekać? Bardziej skłonna była do tej drugiej opcji, jednak ledwo stała na nogach, więc nie było mowy o kolejnej próbie ucieczki. Teraz pozostało mieć tylko nadzieję na to, że ów nieznajomy nie zrobi jej krzywdy. Powoli spojrzała w oczy nieznajomego i drgnęła, ponieważ wydawało jej się, że wzrok mężczyzny przenika ją na wylot. Cofnęła się o krok przyciskając jedną z rannych dłoni do piersi.
- Kim jesteś? - spytała. Miało to zabrzmieć pewnie i wyraźnie, jednak z jej ust wydobył się tylko szept. Dziewczyna dopiero teraz w pełni odczuła zmęczenie, które wynikało z morderczego biegu. Mało brakowało i znalazłaby się na ziemi, jednak silna wola utrzymywała ją jeszcze na nogach. Nastąpiła głucha cisza. Lauren oczekiwała w niepewności na odpowiedź, ciągle wpatrując się w postać znajdującą się przed nią. Zobaczyła teraz wystającącą spod czarnego płaszcza, sięgającego aż do nóg mężczyzny, rękojeść miecza. Widok ten wzmógł jej strach, jednak starała się tego nie ukazywać. W tym samym czasie usłyszała niski, spokojny głos, który sprawił, że poczuła się jeszcze mniej pewnie.
- A kim ty jesteś? - Odpowiedź ta nie zdziwiła Lauren, aczkolwiek wywołała w niej zakłopotanie. Nie wiedziała, co powiedzieć - czy wyjawić prawdę o tym, co tu robi, a może skłamać i zostawić to dla siebie? Doszła do wniosku, że nie może ufać kompletnie obcemu jej człowiekowi, który samotnie podróżuje po tak niebezpiecznych terenach. Tak więc postanowiłą nie odpowiadać na jego pytanie, a właściwie zbyć je inną wypowiedzią.
- Jestem wykończona. Chcę odpocząć.  
 Mężczyzna obejrzał się za siebie, po czym ruszył powoli w kierunku dziewczyny, która widząc to wzdrygnęła się i zrobiła krok w tył. Nieznajomy zignorował to i przeszedł obok niej. Nie zatrzymał się, nic nie powiedział, nawet się na nią nie spojrzał, szedł spokojnie w głąb jaskini. Lauren stała przez chwilę nie wiedząc, jak zareagować. Zastanawiała się, czy pójść za nim, czy może jednak poszukać innego schronienia, bo przecież nie mogła ufać temu człowiekowi, którego nawet posądziła o chęć zabicia jej. Jednak rozum dziewczyny szybko zaprzeczył temu stwierdzeniu. Przecież gdyby miał ją zabić, już dawno by to zrobił. Niby dlaczego miałby się wahać? W końcu podjęła decyzję i poszła w kierunku, w którym niedawno udał się nieznajomy. Po chwili jej oczom ukazało się niewielkie ognisko - dopiero co rozpalone przez mężczyznę. Lauren czuła się niepewnie. Zastanawiała się, czy może podejść bliżej ogniska i porozmawiać z tajemniczym człowiekiem, a może jednak powinna odejść, by się nie narazić. Po chwili namysłu podesza bliżej. Potrzebowała pomocy i ochrony, więc musiała spróbować dogadać się jakoś z tą osobą.
-Mam na imię Lauren- mówiła słabym głosem. - Wybacz, jeśli się narzucam. - dodała szybko. Dziewczyna nie wiedziała gdzie podziać wzrok, lecz ten sam w końcu zatrzymał się na mężczyźnie, którego widok w świetle ogniska stawał się wyraźniejszy.
Blondyn tylko przez chwilę zwrócił wzrok ku niej. Dorzucił trochę drzewa do ogniska, po czym zapytał:
- Co dziewczyna robi sama w tej dziczy? - Jego twarz była spokojna, nie ukazywała żadnych uczuć. Wydawało się nawet, że zadał to pytanie bez większego zaciekawienia. Lauren spuściła wzrok na swoje dłonie, zastanawiała się, czy może mu ufać. Błyskawicznie podjęła decyzję.
- Nie byłam sama. Jednak moi towarzysze...moi przyjaciele...te potwory zabiły wszystkich. Tylko ja zdołałam uciec...no i dotarłam tutaj.- Mówiła to bardzo szybko. Była zdenerwowana, ponieważ powróciły obrazy...obrazy mordu. Przygryzła wargę powstrzymując łzy. To było dla niej ciężkie, jeszcze nie otrząsnęła się z szoku, a mężczyzna na pewno to zauważył, bo nie zadawał więcej pytań o tym, co się stało z jej drużyną. Najwidoczniej zamierzał poczekać, aż Lauren się uspokoi i wypocznie, by potem na spokojnie opowiedzieć o tym, co stało się tej nocy. Lauren dorzuciła jeszcze:
- Nie mam dokąd pójść. Oprócz mnie nikt nie przeżył! Zostałam sama i kompletnie nie wiem co mam robić! - okropnie się bała, że nie będzie mogła zostać w tym bezpiecznym miejscu. Obawiała się, że będzie musiała wrócić do lasu i najprawdopodobniej zginąć.
 Twarz nieznajomego nadal wpatrywała się bez wyrazu w ognisko. Wydawał się być niewzruszony tym, co usłyszał. Lauren miała dziwne przeczucie, że jego nie obchodzi to, co mu powiedziała. Pokazał jej tylko miejsce przy ognisku, gdzie mogła wygodnie usiąść, lecz nie odezwał się ani słowem. Uradowana tym zaproszeniem usiadła przy ognisku, lecz słowo "usiadła" nie oddawało w pełni tego co się stało. Ugięły się pod nią kolana, nie upadła tylko przysiadła na piętach zaciskając zęby. Oddech zaczął się jej powoli uspokajać. W przeciwieństwie do nieznajomego, ona nie odrywała od niego wzroku. Może to i nie było miłe, jednak taką już osobą jest Lauren. Było coś w tym człowieku, co ją...zaintygrowało.
- A ty kim jesteś i co tutaj robisz? - zadała dokładnie te same pytania, którymi on wcześniej się posłużył. 
 Nieznajomy skierował wzrok w jej stronę. W tym momencie ich spojrzenia zetknęły się, co spowodowało, że dziewczyna szybko spojrzała gdzie indziej. Nastała chwila milczenia. Lauren robiła się coraz słabsza. Zamiast odpowiedzi usłyszała tylko:
- Połóż się. Musisz odzyskać siły. - jego głos zabrzmiał niemalże opiekuńczo. Lauren nie miała sił się sprzeciwiać, posłuchała rady mężczyzny i ułożyła powoli przy ognisku, które ogrzewało jej zmęczone ciało. Czuła się senna, jednak niedawne wydarzenia oraz ciągła niepewność wobec drugiej osoby nie pozwalały jej zasnąć. Jednak spokój i cisza sprawiły, że powieki brunetki powoli się zamknęły. Nie miała już sił, by ze sobą walczyć... Zasnęła.  

* * *

 Zmęczenie sprawiło, że Lauren spała jak zabita. Ze snu wyrwała ją dopiero, dobrze jej znana woń pieczonego mięsa. Otworzyła zaspane oczy, które przetarła zdrętwiałą i obolałą ręką. Znajdowała się tuż przy ognisku. W jednej chwili zdała sobie sprawę, że jest głodna. Dziewczyna podniosła się do pozycji siedzącej i skierowała wzrok na nieznajomego, który jak zwykle nie zwracał na nią uwagi,a bynajmniej miała na początku takie wrażenie. Dopiero teraz mogła dokładniej opisać jego osobę. Był to młody mężczyzna, jednak bardzo doświadczony, o czym świadczyła chociażby blizna przecinająca jego prawe oko. Blond włosy przysłaniały jego czoło, a jasnoniebieskie oczy wpatrywały się ponuro w ziemię. Kiedy spojrzał się w jej stronę, szybko skierowała wzrok gdzie indziej. Nie wiedziała co, ma powiedzieć i czy w ogóle powinna się odzywać, więc siedziała cicho. Swoją uwagę skierowała na własne dłonie, które zdawały się być w lepszym stanie niż wczoraj.
 Do jaskini wpadały promienie jasnego światła. Dopiero teraz Lauren spostrzegła, że nad ogniskiem unosił się kawał soczystego mięsa. "A więc to tak wspaniale pachnie" - powiedziała w myślach. W tym momencie mężczyzna wstał i podszedł do niej z czymś, co wyglądem przypominało miskę, w której znajdowała się woda. Z dziękującym gestem wzięła do rąk to prymitywne naczynie i zaczęła pić błogosławiony trunek. Niedługo potem po mięsie nie było ani śladu, a dziewczyna była już nasycona. Pożywienie dodało jej niesamowitych sił, dzięki czemu wrócił jej humor. Na chwilę zapomniała o tym, co wydarzyło się dnia wczorajszego. 
 Dziewczyna podniosła się, chciała rozprostować nogi. Nie wiedziała jak długo spała, jednak zastanawiała się nad tym dłużej. Teraz fakt, że znajduje się w środku dziczy stracił dla niej znaczenie. Czuła się bezpieczna i wypoczęta. Otrzepała swoje ubranie z kurzu i opierając się plecami o kamienną ścianę, wzrokiem wróciła do mężczyzny. Przygryzła wargę, nie wiedząc jak zacząć rozmowę. W końcu wzięła długi wdech i zaczęła swój monolog.
- Nie wiem, dlaczego to robisz, jednak dziękuję ci za to. Nie sądziłam, że spotkam tutaj kogoś i w ogóle, że uda mi się przeżyć. Mimo wszystko cieszę się, że ciebie spotkałam. Naprawdę nie chcę ci zabierać czasu, ponieważ zgaduję, że nie spodziewałeś się żadnego gościa, więc jeśli ci przeszkadzam, to mi to powiedz, a ja odejdę. Najchętniej ponownie zapytałabym jak się nazywasz i co tu robisz, ale przypuszczam, że znów niczego się nie dowiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że mi nie ufasz, jednak chcę ci przypomnieć, że z mojej strony nie musisz się niczego obawiać, co zapewne zauważyłeś. Za to ja mam prawo do obaw. - Tutaj wskazała na miecz, który nosił u boku mężczyzna. Zdając sobie sprawę, że za bardzo się rozgadała, co mogło zdenerwować nieznajomego, zrobiło się jej głupio. No, ale nic nie mogła na to poradzić. Swojej natury nie da się oszukać, a kiedy Lauren rozpoczynała coś mówić, to potrzeba było sporo czasu na to, by skończyła. Kiedy skończyła mówić mężczyzna spojrzał się na nią, a na jego ustach znalazł się nikły uśmiech.
- Skoro masz się czego obawiać z mojej strony, to dlaczego jeszcze tu jesteś? Jeśli się boisz, to może wymknij się cichcem z tej ponurej jaskini? 
 W tym momencie wstał, po czym wyjął miecz z pochwy, przyjrzał się dokładnie jego ostrzu, w którym widział własne odbicie i znów się uśmiechnął. Lauren widząc to wzdrygnęła się, ale nie ruszyła się nawet z miejsca. Nawet przez chwilę nie pomyślała o ucieczce. Zastanawiała się tylko nad odpowiedzią, co nie zajęło jej zbyt wiele czasu. Po chwili powiedziała:
- Skąd mam wiedzieć kim jesteś? Nie mam pewności, że nie zabijesz mnie przy pierwszej lepszej okazji. Chociaż z drugiej strony, jakbyś chciał mnie zabić, to wczoraj miałeś wspaniałą okazję. W sumie dlatego jeszcze nie uciekłam. 
 Kiedy mężczyzna wyjął miecz i przyglądał mu się tak, jakby był to jego największy skarb na świecie, to dziewczyna skrzywiła się z odrazą. W jej głowie zaczęły pojawiać się domysły, które przedstawiły obcego w niezbyt miły sposób. Wyobraziła go sobie jako morderce, mającego nie jedną duszę na sumieniu. Szybko wyrwała się z tych mrocznych rozmyślań i kontynuowała swoją wypowiedź.
- Poza tym, ty mi się jeszcze dziwisz? Wczoraj ledwo uszłam z życiem. W dodatku spotkałam kogoś, kogo nie znam i nie wiem, jak długo jeszcze pożyję. Możliwe, że jeszcze mnie zabijesz albo zostawisz na pastwę losu, żeby tamte potwory mnie dopadły. Doskonale wiesz, że nie poradziłabym sobie sama w tej dziczy. Nie potrafię polować, w ogóle nie znam się na broni. Nie przetrwałabym tutaj jednego dnia!
 Wiedziała, że mówi za dużo, ale nie mogła się powstrzymać. Zastanawiała się, czy nie nadwyrężyła cierpliwości nieznajomego, co mogłoby przynieść przykre konsekwencje. Na szczęście nie wydawał się być zdenerwowany tym jej ciągłym gadaniem, co uspokoiło Lauren. Po chwili mężczyzna odezwał się:
- Mówiłaś, że nie podróżowałaś sama. Więc po co wraz ze swoimi towarzyszami próbowaliście przebyć te niebezpieczne tereny?
Zachowywał się tak, jakby nie był zainteresowany tym, co czuje dziewczyna, która teraz zastanawiała się  nad tym, ile może mu powiedzieć. "W sumie co za różnica? Jeśli będę z nim szczera, to może zgodzi się mi pomóc" - powiedziała do siebie z nadzieją.
- Razem z nimi mieliśmy znaleźć artefakt posiadający wystarczają moc, żeby te wszystkie bestie przestały atakować ludzi i nasze osady. Dużo osób straciło życie, wszyscy muszą się ukrywać. Członkowie mojej drużyny ginęli podczas tej wyprawy jeden po drugim. Mimo, że byli niesamowicie silni, nie dawali rady tym okropnym stworzeniom. Ale tyle o tej wyprawie. Może w końcu powiesz coś o sobie, co? Co ty tutaj robisz? Jakim cudem w ogóle jeszcze żyjesz? - Zadając te pytania, zrobiła kilka kroków naprzód patrząc się prosto w twarz mężczyzny, która jak zwykle była pozbawiona emocji. Pragnęła dowiedzieć się czegoś o nim, a ta chęć sprawiła, że poczuła się dużo pewniej.
- No proszę. Aż tak się te bestie rozpanoszyły. - usłyszała w odpowiedzi. Mężczyzna ponownie usiadł przy gasnącym już ognisku i pogrążył się w myślach. Dopiero teraz dziewczyna zauważyła, że przy jednej ze ścian jaskini znajduje się łuk oraz kołczan strzał. "A więc miecz nie jest jedyną bronią jaką posiada. Ciekawe, co jeszcze tutaj ukrywa". - Można się było tego spodziewać. - powiedział po chwili, po czym dodał - Co to za artefakt? Gdzie się znajduje? 
Lauren mruknęła coś pod nosem i przekręciła oczami. Mężczyzna zaczynał ją najzwyczajniej w świecie irytować.
- Nie wiem co to jest, ale znajduje się w jakiś górach Calaras. Mógłbyś mi w końcu łaskawie wyjaśnić kilka rzeczy? - Jeszcze nikt nigdy tak jej nie ignorował, co sprawiło, że Lauren była coraz bardziej rozdrażniona. Domyślała się, że nawet gdyby próbowałaby się czegoś o nim dowiedzieć, zadając te same pytania tysiąc razy, to i tak pewnie nie otrzymałaby satysfakcjonującej odpowiedzi. Zrezygnowana oddaliła się o kilka kroków i usiadła pod ścianą. 
 Mężczyzna westchnął. Wiedział, że dalsze dopytytwanie się o artefakt jest bezcelowe. Domyślał się, że dopóki nie zdradzi czegoś o sobie, to ta dziewczyna będzie tak siedziała, jak obrażone dziecko. W końcu przerwał milczenie:
- Nazywam się Ethan. Ta wiedza powinna ci wystarczyć. - Wpatrywał się prosto w dziewczynę. Była to młoda, szczupła kobieta o średnim wzroście. Jej proste włosy, koloru karmelowego brązu sięgają aż do bioder dziewczyny, a jej ciemnobrązowe oczy wręcz współgrają z porcelanową cerą. Ethan przypatrywał się jej jeszcze przez chwilę, po czym podszedł do ściany jaskini i wziął do ręki łuk. Następnie skierował się w stronę dziewczyny i powiedział:
- A ty, jeśli nie nauczysz się z tym obchodzić, zginiesz. - Po tych słowach rzucił jej broń, która wylądowała obok nóg Lauren, lecz ta nawet na niego nie zerknęła. Nie potrafiła się obchodzić z żadną bronią, o czym zresztą już mówiła. 
- Co za różnica czy zginę czy nie? Żadna strata. Poza tym ja nie ma zielonego pojęcia jak tego używać. - Dopiero teraz podniosła się i wzięła do ręki łuk. Był duży i dość ciężki, jednak miał w sobie coś, co Lauren się spodobało. A w dodatku idealnie leżał w jej rękach.
- Kto go zrobił? - spytała zaciekawiona. Jednak to pytanie zostało zbyte podobnie, jak poprzednie.
- Jeśli nie zależy ci na twoim życiu, to mi go oddaj. - powiedział spokojnie Ethan. Nie miał zamiaru wysłuchiwać narzekań dziewczyny, która jak już się przekonał należy do tych, co nie potrafią zamknąć swej jadaczki. Spoglądał na nią błękitnymi oczyma i oczekiwał na jej reakcję. Dziewczyna tylko przekręciła oczami, co zdenerwowało Ethana, jednak starał się nie dać tego po sobie poznać.
- No dobra. - Powiedziała w końcu. - Jednak to niczego nie zmienia. Dalej nie potrafię się tym obsługiwać! - Po tych słowach zobaczyła, jak blondyn powoli wstaje z uśmiechem na ustach.
- Chodź. - powiedział krótko i skierował się ku wyjściu z jaskini. Bez wątpienia chciał ją nauczyć, jak posługiwać się bronią. Dziewczyna powoli ruszyła za blondynem, ciągle powątpiewając w to, że da radę czegoś się nauczyć. Jednak jej głowę znów owładnęła ciekawość wobec mężczyzny. Jak na razie znała tylko jego imię. Nic więcej. Reszta pozostaje w sferze domysłów dziewczyny, która wciąż liczyła na to, że Ethan powie o sobie coś więcej. Intrygowała ją postać tego mężczyzny. Był aż nadto tajemniczy.
- Nie sądzisz, że na zewnątrz jest zbyt niebezpiecznie? - Wypowiedziała to zanim doszła do wniosku, że jest to głupie pytanie. Nie znosiła ciszy, bo ta sprawiała, że wspomnienia związane z wczorajszym dniem powracały. Im bliżej wyjścia się znajdowali, tym większy strach ogarniał Lauren. Bała wrócić się do lasu.
- Nie bój się. - Usłyszała w odpowiedzi. Zaskoczyło ją to. Miała wrażenie, że mężczyzna odczytał jej myśli i tymi słowami starał się dodać jej otuchy. Wyszli z jaskini.
 Niebo było pogodne. Słońce świeciło wysoko, a pojedyncze chmury sunęły po błękitnym niebie. Dziewczyna poczuła, jak lekki wiatr muska ją po twarzy. Strach całkowicie zniknął. Okolica wydawała się jej bezpieczna.
- Dobra. Twoim zadaniem jest trafienie w tamto drzewo. - Wskazał przed siebie. Kilkanaście metrów od nich znajdowała się wysoka sosna, która stała się tarczą strzelniczą. - Ale najpierw wyjaśnię ci, jak powinnaś posługiwać się tą bronią. - Wziął łuk z rąk Lauren oraz wyjął z wiszącego na jej plecach kołczana, strzałę, którą po chwili nałożył na cięciwę. Napiął łuk i wystrzelił prosto w sosnę.
- Widzisz. To nic trudnego. Spróbuj. - Mówiąc to oddał dziewczynie broń. Lauren niewiele pojęła z tego, co przed chwilą zobaczyła. Spróbowała powtórzyć wszystkie czynności, jakie wykonał Ethan, jednak ledwie zdążyła napiąć łuk, usłyszała
- Poczekaj. - Dziewczyna spojrzała w rozbawioną twarz Ethana.
- Po pierwsze ustaw się bokiem do celu. - Kiedy to zrobiła usłyszała kolejne wskazówki. - Teraz załóż strzałę i napnij cięciwę aż do twarzy. Dobrze. Teraz musisz dobrze wycelować. Musisz złączyć ze sobą trzy punkty: swój cel, grot strzały oraz policzek. - podszedł bliżej, po czym poprawił delikatnie rękę dziewczyny, tak, aby przedramię i promień strzały tworzyły jedną linię. Kiedy Ethan skończył dawać jej wskazówki, przyszedł czas aby spróbowała swoich sił. Było to dla niej trochę stresujące, ponieważ raz czy dwa spotkała się z tą bronią, jednak nigdy nie miała okazji z niej strzelać. Wzięła wdech i przyjrzała się swojemu celowi, po czym puściła cięciwę, szybko cofając swoją rękę. Strzała wbiła się w drzewo, w które dziewczyna patrzyła z niedowierzaniem. Nie sądziła, że jej się to uda. Uśmiechnęła się i spojrzała na Ethana, ciekawa jego reakcji. 
- Dobrze. - odpowiedział spokojnym głosem. Trafienie w drzewo, to przecież nic nadzwyczajnego, więc nie większą pochwałę. - W kołczanie pozostało ci jeszcze trochę strzał. Masz je wszystkie umieścić właśnie w tej sośnie. - Po tych słowach mężczyzna odwrócił się i spokojnym krokiem ruszył w stronę jaskini. Chciał pójść po pewną rzecz, którą zostawił wewnątrz jaskini.
Dziewczyna nie przejęła się odejściem swojego "nauczyciela" - jak postanowiła żartobliwie określać blondyna. Z uśmiechem na twarzy powoli umieszczała kolejne strzały w drzewie. Strzelała według wskazówek Ethana, które niesamowicie jej się przydały. Nigdy nie sądziła, że posługiwanie się łukiem może być takie proste. Jednocześnie zaczęła się zastanawiać, dlaczego blondyn uczy ją tego wszystkiego. Kolejne strzały wbijały się w drzewo. Lauren koncentrowała się tylko na tym, jednak ze skupienia wyprowadził ją złowrogi szelest liści. Zadrżała i spojrzała w kierunku, z którego dochodził. Nie podobał jej się ten dźwięk.
- Ethan?- spytała głupio. Wiedziała, że ten poszedł o jaskini. Odruchowo zrobiła krok w tył. W tym samym czasie z krzaków wyskoczyła przerażająca bestia. Lauren z przerażeniem zaczęła uciekać w stronę jaskini. Nie była nawet świadoma, że z jej ust wydobywa się krzyk. Przebiegła kilka metrów, lecz w dalszej ucieczce przeszkodził jej korzeń wystający z ziemi. Parę sekund później dziewczyna leżała na ściółce z piekącą raną na nodze. Czuła ból, jednak zdołała się podnieść. W jej oczach widoczne było przerażenie, a z ust wydobywał się ciągły wrzask. 

* * *

 Stawiając powoli kolejne kroki, rozmyślał nad wydarzeniami ostatniej nocy, która przyniosła wiele niespodzianek. Najpierw odnalezienie tropu, który zgubił kilka dni temu, a później spotkanie tej dziewczyny. Jej pojawienie się wniosło jakąś miłą atmosferę i chociaż przy niej tego nie okazywał, cieszył się, że nie jest już samotny.
 W jaskini było cicho i spokojnie. Lubił takie miejsca. Jednak mimo chęci pozostania tu kilka dni dłużej, podjął decyzję o natychmiastowym wyruszeniu w podróż. Nowa przygoda właśnie się rozpoczęła. Teraz jego celem jest pomoc dziewczynie, no i oczywiście zemsta, która utrzymuje go jeszcze przy życiu. To ona dodawała mu sił, tym samym chroniąc go z wielu opresji. Dotarł na miejsce, gdzie znajdowało się ich obozowisko. Jego twarz oświetlały nikłe promienie słoneczne dochodzące z zewnątrz.
- Jest! - powiedział, gdy odnalazł leżący niedaleko sztylet. To po niego tu przyszedł. To on jest kolejnym skarbem Ethana. Bez niego czuł się jakoś nieswojo. Mężczyzna powoli podniósł broń z ziemi i obracałał ją w dłoniach, przyglądając się jej uważnie. Chwilę potem wstał wstał i rozejrzał się dookoła. Oprócz małego worka z ziołami leczniczymi, który tu zostawił, nie było już nic. Wziął więc worek, przywiązał go do pasa i zamyślił się. Wspominał dawne szczęśliwe czasy, kiedy to będąc zaledwie kilkunastoletnim chłopakiem trenował u boku ojca, włóczył się z przyjaciółmi, czy też przebywał z młodszym bratem. Jednak po chwili te obrazy zniknęły, a do jego głowy wpadł obraz niedawno poznanej dziewczyny, Lauren. Wiedział, że musi ją chronić do momentu wypełnienia misji, a bynajmniej do chwili, kiedy dotrą do najbliższej osady. Możliwe, że wtedy dziewczyna zrezygnuje z ciążącego nad nią brzemienia, które zdecydowanie wykracza poza jej siły. Lauren wydawała się mu być bardzo przyjazna i rozgadana, co mu nie przeszkadzało, ponieważ Ethanowi brakowało towarzystwa. Ostatni raz widział się z kimś ponad miesiąc temu, kiedy to wyruszał z Calad. Nagle coś wytrąciło go z rozmyślań. Był to kobiecy krzyk. Mężczyzna bez chwili namysłu popędził najszybciej, jak mógł ku wyjściu z jaskini. W międzyczasie wyciągnął miecz z pochwy, klnąc pod nosem. Chwilę potem był już na zewnątrz, a jego oczom ukazała się ciemna sylwetka jakiegoś monstrum.
- Khark! 

-----------------------------------------
Od autorów:
 Cześć! Dzięki za przeczytanie pierwszego rozdziału naszego opowiadania! Mamy nadzieję, że wam się podobało. Piszcie w komentarzach swoje opinie na temat "Lindellin" :) Krytyka oraz rady mile widziane :D